Legimi na Kindle #1

4 min.

Ile to kosztuje?

Do wyboru są 4 opcje:

Pakiet Cena Limit
ebooki bez limitu z umową na 12 miesięcy 32,99 zł 7
ebooki bez limitu bez umowy 39,99 zł 7
ebooki + audiobooki bez limitu z umową na 12 miesięcy 39,99 zł 10
ebooki + audiobooki bez limitu bez umowy 44,99 zł 10

Cena to oczywiście wysokość miesięcznego abonamentu, a limit to liczba tytułów, które można pobrać w ciągu jednego miesiąca.

Najsensowniej wygląda trzecia linijka. Uśredniając wychodzi 4zł za każdą książkę. W ciągu 12 miesięcy wychodzi odpowiednio opłata 479,88 zł i 120 e-booków – z tym że trzeba pilnować, by w każdym miesiącu pobrać dostępny limit. Nie czytamy 10 książek w ciągu miesiąca? Nie szkodzi – w następnym artykule opiszę, co zrobić by wypożyczone książki stały się de facto kupionymi.

Jak to działa?

Legimi na Kindle działa tylko z abonamentami „bez limitu”, co jest niezrozumiałe. Usługa nie działa też w pakietach dostępnych w bibliotekach. Na innych urządzeniach, na których działa Legimi, można zdecydować się na pakiet z limitem 150, 500 lub 750 stron. Nieudolne tłumaczenie, że aplikacja wyłącznie wgrywa e-booki na czytnik i nie ma jak wiarygodnie śledzić postępu ich czytania, jest kompletnie chybione. Każda książka ma określoną liczbę cyfrowych stron i nie ma problemu, by limity zastosować właśnie do tego parametru, a nie do liczby e-booków, które mogę mieć zarówno 150 stron, jak i 2500.

Aby skorzystać z Legimi na Kindle potrzebujemy aplikacji Legimi dla Kindle™ dostępnej tylko dla wybranych wersji systemu Windows (7 SP1, 8 i 10). Służy ona do pobierania wybranych z ramach abonamentu e-booków i przesłaniu ich na czytnik. Po kablu, co jest dużym minusem tej usługi. Aplikacja potrzebna jest też do odnawiania usługi raz na miesiąc – w przypadku zaniechania tej czynności tracimy dostęp do wszystkich dotychczas pobranych książek.

Działanie od strony technicznej

W momencie synchronizacji, aplikacja pobiera e-book z serwera. W tym celu łączy się z adresem http://23.100.3.254/svc/sync/ i wywołuje skrypt mobidownload.aspx z dwoma zmiennymi. Cały adres wygląda tak:

http://23.100.3.254/svc/sync/mobidownload.aspx?r=128-bitowy hash zapisany szesnastkowo&ts=10cyfr

Adres ten jest tymczasowy i wpisanie go np. 2 dni później poskutkuje komunikatem błędu.

Po pobraniu plik jest szyfrowany pod nasz czytnik (wstępnie pobrany też jest już zaszyfrowany, ale przy użyciu innego klucza). Następnie e-book wgrywany jest na czytnik pod nazwą składającą się z 5 lub 6 cyfr przypisanych do konkretnej książki. Na przykład e-book „Zapisane w wodzie” Pauli Hawkins dostanie nazwę 175787.azw. Numer ten można odczytać z adresu danej pozycji na stronach Legimi – https://www.legimi.pl/ebook-zapisane-w-wodzie-paula-hawkins,b175787.html.

Cwaniakowanie Legimi

Kilka aspektów oferty Legimi wygląda niepoważnie lub, w innej wersji, ociera się o oszustwo.

Na głównej stronie dotyczącej pakietów dla Kindle jest napisane: „Aktywujesz subskrypcję już od 32,99 zł miesięcznie” i zaraz obok: „Co miesiąc możesz pobrać do 10 nowych ebooków na Kindle”. Czyli przytoczony najtańszy pakiet i najobszerniejsza oferta, a tymczasem jedno wyklucza drugie.

Pakiety z limitami, niedostępne na Kindle, mają nazwy: ebooki 300, ebooki 1000 i ebooki 1500, co mogłoby sugerować, że tyle stron do przeczytania jest dostępne w danej opcji. W rzeczywistości limit liczby stron jest o połowę mniejszy.

Największym nieporozumieniem jest jednak nazywanie pakietu dla Kindle, pakietem „bez limitu”. W tym przypadku limity są trzy:

  • ograniczona ilość e-booków możliwych do wypożyczenia – z całych zasobów Legimi dostępna jest jedynie ok. ⅓,
  • miesięczny limit ilości e-booków,
  • dostęp do e-booka wygasa po 30 dniach; potem trzeba odnowić synchronizację, więc dłuższa wyprawa w dziewicze rejony świata, bez komputera z dostępem do Internetu, pozbawi nas dostępu do wszystkich e-booków wybranych w abonamencie.

Dodatkowe ograniczenie związane jest ze stosowaniem DRM-u, ale to akurat wynika z założeń.

Wygląd e-booków

W skrócie – kiepski. Wynika to po części z faktu, że są to pliki w starym formacie MOBI 6, a po części z niechlujnego przygotowania e-booków np. wspominany już przeze mnie przy innej okazji „Bastion” Stephena Kinga, przygotowany przez firmę hachi.media (dawniej 88em).

Bastion

Skomentowałem to wtedy tak:

Po lewej „koszmarek”, po prawej: pół strony „światła” i reszta „w chorągiewkę”. Osobiście jestem przyzwyczajony do lepiej wyglądających e-booków, ale może nie każdemu taka jakość będzie przeszkadzać?!? Aha… oczywiście okładki nie ma.

Po przepakowaniu e-booka (przy pozbywaniu się DRM-u) osiągnąłem nieco inny efekt – też beznadziejny – w pewnych miejscach gorzej, w innych nieco lepiej.

Bastion Bastion

Po lewej efekt wielokrotnie zagnieżdżonych tagów <blockquote>, a po prawej domyślny CSS Kindle (wynikający z braku CSS-a w e-booku).

Aby przekaz nie był całkowicie tendencyjny zaprezentuję też zrzuty z powieści „Azyl” Jarosława Grzędowicza.

Azyl Azyl

Do ideału troszkę jeszcze brakuje, ale to już da się czytać bez nadmiernego bólu zębów. W przypadku tego e-booka w biblioteczce na czytniku okładka się wyświetliła.

Zabezpieczenia

Jak zabezpieczone są pliki z Legimi? Bardzo kiepsko. Najsolidniej wygląda limit w aplikacji. Cała reszta zabezpieczeń jest „funta kłaków warta”.

DRM: Zdejmowanie DRM-u z plików MOBI, m.in. z Legimi dla Kindle.

Watermark: Pozbywanie się znaku wodnego z plików MOBI.

Zastosowane zabezpieczenie to jest klasyczny amazonowy DRM. Domyślnie nie pozwala na otwarcie pliku po upłynięciu terminu ważności (pierwszy rodzaj zabezpieczenia) i nie pozwala na otwarcie pliku na innym czytniku Kindle lub w aplikacji (drugi rodzaj). Taka próba np. w programie FBReader kończy się komunikatem: „Nie można otworzyć: Plik zabezpieczony DRM”.

Znak wodny to znane i nielubiane LGM-2.0.7.

Czego brakuje w tej ofercie?

Sporo można by wymienić, ale ograniczę się do dwóch najważniejszych kwestii.

W związku z zastosowanymi limitami, dobrą opcją byłoby udostępnienie abonentom wersji próbnej każdej książki z puli, bez odejmowania licznika. Mogłoby to być 10% treści lub nawet 5%, co i tak wyeliminowałoby kompletnie nietrafione wybory – oferta zdecydowanie zyskałaby na atrakcyjności, w sumie żadnym kosztem (wersje próbne są darmowe w niemal każdej księgarni).

Obok przyzwoicie wyglądających e-booków pełno jest takich co, w mojej ocenie, nie nadają się do czytania (przez fatalne formatowanie). Teraz oferta wygląda jak przygotowana przez osoby, które nie mają pojęcia, jak powinna wyglądać książka w formacie MOBI. Głównie dlatego nie zdecydowałem się na „spółdzielnię”, choć miałem takie propozycje – zrzutka po 8 zł miesięcznie, każda z 5 osób wybiera 2 e-booki, wszystkie trafiają do mnie na kurację „odDRMowującą”, a potem wymieniamy się po przeczytaniu. Skoro jednak miałbym poprawiać niemal każdą książkę, to stwierdziłem że szkoda na to mojego czasu i zdrowia.

Tagi:

Kategorie:

Ostatnia aktualizacja: